Apel pomoc!
Witam serdecznie!
Chciałabym opisać Państwu moją historię mając na uwadze to aby nikogo po drodze nie zanudzić. Końmi i jeździectwem interesuję się od dawien dawna. Nie ważne ile lat wstecz sięgnę pamięcią konie zawsze były elementem mojego życia. Najpierw te plastikowe, które stały w różowej stajni a później już te prawdziwe, hasające po łąkach i piaszczystych padokach. Po mojej głowie wciąż chodziła jedna myśl... własny wierzchowiec. Marzenie to udało mi się spełnić dopiero w roku 2004 kiedy to poznałam Horse – gniadotarantowatą klacz nieznanego pochodzenia. Kupiłam ja od handlarza i czym prędzej przywiozłam do Łodzi – mojego rodzinnego miasta. Przez te 5 lat zdążyłam się zżyć z tym niesfornym konikiem tak bardzo, iż nie wyobrażam sobie codziennego życia bez niej. Rok 2006 wspominam najgorzej ze wszystkich i gdybym tylko mogła to wymazałabym go z pamięci. Latem, pod koniec wakacji Horsa przeszła bardzo poważną kolkę w rezultacie trafiając do kliniki pana Pawła Golonki na Śląsku. Dzięki Bogu udało się ją uratować mimo iż nie było to łatwe a przede wszystkim nie było tanie. Los jednak Nas nie oszczędza i w niecałe 2 lata później Horsa okulała. Nie wiedząc co było tego przyczyną skonsultowałam się z weterynarzem – specjalistą od końskich nóg. Wtedy po raz pierwszy zrobione zostały zdjęcia rentgenowskie, powtórzone również jakiś czas później aby mieć pewność jednak diagnoza była jednoznaczna – koń kuleje gdyż w nodze usadowił się odprysk kości. Niestety dla mnie i konia usunąć można go jedynie poprzez zabieg chirurgiczny, dość kosztowny zabieg warto wspomnieć... mimo iż jest to jedna z najtańszych wykonywanych operacji w „końskich klinikach”. Od postawienia diagnozy przez weterynarza minęło już trochę czasu a ponieważ ja jestem właścicielką tego konika to jest to moja wina iż tyle czasu z tym zwlekałam. Mam o to do siebie żal jednak zawsze uważałam, że lepiej późno niż wcale dlatego chciałabym jakoś wspólnymi siłami uzbierać potrzebną kwotę. Wiem, że konie mogą żyć z odpryskami jednak zawsze pozostaje ten cień strachu i zmartwienia, że któregoś dnia się obudzę a odprysk utkwiony w nodze Horsy kapryśnie przesunie się i okulawi mojego konika na resztę życia...dlatego chciałabym prosić, zaapelować o pomoc dla Horsy za co obie będziemy niezmiernie wdzięczne. Po więcej szczegółów i bieżących informacji zapraszam na stronę www.horsa.operacja.glt.pl
Z poważaniem,
Agata Trempska
|